Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem
Powiększ: A A A
A A A A A
Biuletyn informacji publicznejGminny ośrodek pomocy społecznejOZERewitalizacja na latastrategiaZajęcia na orlikach - informacjeZwierzaki do adopcjiProfil zaufanyWymień piecPowietrzegospodarka odpadami po nowemuOgłoszenia Wójtaostrzezenia meteoPlan zagospodarowania przestrzennego - interaktywna mapaObrona cywilnae-urzadinteraktywna mapaKarta dużej rodzinyBarszcz SosnowskiegoWolni od azbestu - informacjeLokalna Grupa DziałaniaSolaryGaleria zdjęćJustyna KowalczykStop przemocyMonitoring powietrzaAktywuj e-bokMikroporadywiarygodna firma

Kazimierz Lipień


Muzyką życie jego jest….

Gdy usłyszycie Państwo w kręgach muzyków naszego regionu: „pan Kaziu” nie trzeba się domyślać o kogo chodzi. Kazimierz Lipień, utalentowany muzyk i  aranżer jest seniorem orkiestry dętej „Echo Gór” w Kasince Małej.

Urodził się 25 września 1934 r  w Kasince Małej  jako najstarszy z siedmiorga  dzieci  mieszkającej na oś Szczypki rodziny  Lipieniów. Wspomnienia rodziców są w pamięci Kazimierza bardzo żywe. Matka, Wiktoria (z domu Krzysztof) była niedoścignionym wzorem pracowitości . Przykład  zaś ojca, Stanisława, mocno zaangażowanego społecznika miał ogromny wpływ na ukształtowanie się pełnej bezinteresowności i zaangażowania postawy młodego Kazika. Stanisław Lipień  oprócz pracy na roli znany był w kręgach strażackich jako założyciel jednostki  OSP w Kasince Małej, Rabie Niżnej, Mszanie Górnej, Łostówce oraz zakładowej straży pożarnej w Tartaku Państwowy w Mszanie Dolnej, gdzie pracował jako kierownik ochrony przeciwpożarowej w stopniu starszego ogniomistrza.

Od najwcześniejszych lat Kazik  obarczony był masą obowiązków; opieką nad młodszym rodzeństwem, pasieniem krów i owiec oraz pomocą w pracach gospodarskich. Wspomnienie tamtych lat to: praca, praca i jeszcze raz praca, skutecznie uprzykrzająca dzieciństwo. Duży areał rolny i zaradność Lipieniów zapewniały rodzinie  skromny ale stabilny byt, wymagały jednak od wszystkich, łącznie z dziećmi, wielkiej pracowitości. Jakby tego było nie dość, nie mającego jeszcze 6 lat Kazika zapisano do szkoły podstawowej, co było dlań wówczas wielką krzywdą, gdyż znacznie skróciło mu dzieciństwo i dołożyło nowych obowiązków. Do wspólnej klasy chodził ze starszymi od siebie o rok, dwa, a nawet trzy kolegami. Czas jego podstawowej edukacji przypadł na ciężkie lata okupacji. Ciekawostką będzie zapewne dla czytelników, iż kasinczańscy  uczniowie mieli wówczas w klasie VII podstawy nauki języka francuskiego. Błysnął nam tą umiejętnością  pan Kazimierz podczas tegorocznej pielgrzymki do Lourdes. Niech będzie to zachętą dla współczesnych, że nauka nie idzie w las.(!) Kosztem wielu wyrzeczeń  i determinacji kontynuował naukę w liceum ogólnokształcącym oraz równolegle, w średniej szkole muzycznej w klasie klarnetu Poza pracą i obowiązkami, w młodym chłopaku dojrzewa tląca się od dzieciństwa miłość do muzyki. Uczucie, które tylko przez szacunek dla jego żony, boję się nazwać największą miłością jego życia. Jak wspomina ; zaraz po okupacji na wsi odbywały się liczne potańcówki; z racji ukończenia żniw, skubania piórek itp.  Często można było go wówczas zastać za oknami drewnianego domu u Galików, w ogródku, gdzie z zamiłowaniem słuchał gry i przyśpiewek. Zaraz potem biegł do izdebki za spichlerzem i przy lampie naftowej spisywał słowa i zasłyszane melodie.

Do dziś w jego pamięci brzmią śpiewane przez Kubę „zzo cokołu”:

 A po rzece woda się sieje,

a Kasia się do mnie śmieje,

  czy słowa strapionego Mietka od Lipienia:

Cyja to dziewczyna, co jo z niom tańcujo

Ojca, matki nie znom, komu podziynkujo

lub zabawne;

Ociec na piec, matka na piec, a mnie cielo pobodło

Ociec radzi, matka radzi, a mnie …(guzik) pomogło

 

Jo starego urządziła, pod piecem mu pościeliła

Niech tam śpi i pokutuje kiedy mnie nie pocałuje

Kapela  składała się wówczas ze; skrzypiec I (prym), skrzypiec II (sekund) i basów. Czasem dochodził do tego klarnet C i trąbka. Klarnet C, a później B grał przeważnie drugi głos, a trąbka C grała melodie nisko w oktawie małej i razkreślnej. W domu rodzinnym muzykował wspomniany ojciec, Stanisław, samouk muzyczny obdarzony bardzo dobrym słuchem i pamięcią muzyczną. Był on utalentowanym grajkiem wiejskim, a od 1918 roku członkiem orkiestry dętej w Kasince Małej gdzie grał na posiadającym ładny i soczysty ton klarnecie Es. Sam Kazimierz na instrumentach dętych zaczął grać w 1947 roku. Najpierw była to trąbka (sekund), a później klarnet.

 Sposobiąc się do pracy  Kazimierz kończy również kurs gospodarki materiałowej w Instytucie Ekonomicznym w Katowicach, kurs obsługi wysokoprężnych kotłów c.o., a już zapewne dla własnej przyjemności zdobył uprawnienia muzyka zespołowego do koncertowania w lokalach gastronomicznych. Pracę podejmuje w PPU w Rabce, gdzie wiele lat sprawował funkcję kierownika działu gospodarki materiałowej. Ponadto grywał na dancingach  restauracji „Pod Gwiazdą” i w „Zdrojowej”, na imprezach plenerowych w muszli koncertowej w parku miejskim. Długie lata pozostawał członkiem orkiestry dętej przy OSP w Rabce oraz zaczął się udzielać w orkiestrze w Kasince. Teraz grało już tutaj na klarnetach  trzech Lipieniów; ojciec Stanisław,  Kazimierz  i młodszy jego brat Jan.

Do kasinczańskiego zespołu Kazimierz wniósł, poza muzykowaniem,  niezwykle cenną umiejętność; zaopatrywał go  w repertuar nutowy, który również on sam opracowywał na poszczególne instrumenty dęte.

Jak na patriotę przystało ubolewał nad małą ilością repertuaru rodzimego, dominowały wówczas utwory  zagraniczne. Próbował to zmienić interweniując nieraz na spotkaniach w Nowym Sączu, by wprowadzić do regulaminu przeglądów orkiestr dętych zapis mówiący, że na trzy prezentowane utwory chociaż jeden był polski. Pozostało to jednak wówczas bez odzewu.
W roku 1965 żeni się z Krystyną Gosk, której matka,  co z dumą  zawsze podkreśla, była pra – pra – prawnuczką hetmana polnego Gosiewskiego, reformatora artylerii litewskiej, o którym wspomina w „Potopie” H. Sienkiewicz. Niebawem przychodzą na świat córki; Teresa i Anna.

Szczęśliwy mąż i ojciec dzieli czas między pracę, rodzinę i muzykowanie, podkradając jednak każdą wolną chwilę … muzyce. Tak było i tak jest do dziś. Myśląc o nim wydaje mi się, że on sam cały jest muzyką. I podobnie jak ona jest człowiekiem łagodnym , wszechstronnym, życzliwym, a przy tym niezwykle skromnym.  Jest przykładem jak można i trzeba rozwijać dany nam talent. Muzyka zawsze zajmowała w jego sercu miejsce szczególne, dla niej  gotów był, i dalej to robi, narażać zdrowie. Rodzina  dobrze pamięta czasy, kiedy  po skomplikowanej operacji, nie widząc na jedno oko, w tajemnicy przed wszystkim, najczęściej nocą rozpisywał orkiestrze nuty. Z wielu tych konspiracyjnych  egzemplarzy do dziś  korzysta „Echo Gór”. Jest szanowanym członkiem zespołu, sympatykiem młodych jej adeptów, których, jak mi sami wyznali, zadziwia tym z jaką łatwością, i to szybko, na kolanie rozpisuje i transponuje utwory.

            Na ręce zacnego Jubilata przesyłamy tą drogą życzenia wielu lat dobrego zdrowia oraz wszelkiej pomyślności.

opr. Elżbieta Jakubiak

Fot. archiwum rodzinne Kazimierza Lipienia

Fot. w kolorze - pielgrzymka orkiestry dętej Echo Gór do Lourdes, czerwiec 2009r.

 

Dożynki parafialne w Kasince Małej 1958r., Klarnety od lewej Stanisław, Kazimierz, Jan Lipień

Kozienice, czerwiec 1968r. Siedzą od prawej Stanisław, Kazimierz i Jan Lipień

W pierwszym rzędzie od lewej Stanisław, Kazimierz, Jan Lipień

Kazimierz Lipień z autorką tekstu w Lourdes, czerwiec 2009r